Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Książę nadmorskiego Bremervoord — jak mówi złośliwie Essi Daven, „sam się mianował księciem", bo nikt nie konkurował z nim o ten kawałek skalistego wybrzeża. Ma iście królewski profil, godny bicia na monetach, i sławę skąpca: wynajmuje chętnie, ale płaci wyłącznie za efekt, nigdy za dobre chęci. Głównym źródłem jego dochodów jest połów pereł, którym zawiaduje włodarz Zelest. Potrafi być uprzejmy i potrafi grozić szubienicą w tym samym zdaniu; pod pychą nuworysza tli się jednak — jak wytyka mu Essi — iskierka przyzwoitości i serce zdolne pokochać syrenę.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Zakochany w syrenie Sh'eenaz, wynajmuje Geralta na tłumacza swoich oświadczyn — i nie przyjmuje do wiadomości odmowy: chce, by syrena wypiła eliksir i zyskała nogi, sam ani myśli przyjąć ogona, a w złości gotów jest łapać wybrankę w sieci. Za tłumaczenie nie płaci, „bo płaci za efekt". Gdy łódź poławiaczy pereł wraca spod Smoczych Kłów pusta i zalana krwią, wynajmuje wiedźmina do rozprawienia się z potworem i zakazuje plotek, by nie powiększać paniki — miasteczko i tak już szepcze, że to zemsta rozjuszonej syreny. Raport Geralta o rozumnej rasie z głębin kwituje drwiną i odmową zapłaty; proponuje za to wiedźminowi patent kapitana zbrojnej straży eskortującej poławiaczy, a gdy słyszy odmowę i radę Essi, by zostawić morze jego mieszkańcom, odpowiada programową tyradą: ludzie zejdą marmurowymi Schodami, zbadają, co jest za horyzontem, i wyciągną z oceanu wszystko, choćby miał stać się czerwony od krwi — a wiedźmini, którzy nauczyli ich walki, nie są już potrzebni. Tyradę przerywa mu wejście Sh'eenaz na ludzkich nogach: książę pada na kolana i słyszy przy całym dworze, że jest kochanym głupkiem — bo prawdziwa miłość wymaga trochę poświęcenia.
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 17Sh'eenaz na ludzkich nogach — Spór zakochanych, w którym żadne nie chciało się poświęcić — syrena Sh'eenaz odmawiała nóg, książę Agloval ogona — kończy sama syrena, i to w wielkim stylu. W środku książęcej tyrady o podboju oceanu do sali wchodzi Sh'eenaz na ludzkich nogach, wyczarowanych bezboleśnie przez morszczynkę, w sukni koloru morskiej wody i koralowym diademie; wbrew balladowym schematom Jaskra nie straciła przy tym głosu — mówi najczystszą wspólną mową. Klęczącemu księciu wyjaśnia przy całym dworze, że też go kocha, głupka — a co to byłaby za miłość, gdyby kochającego nie było stać na trochę poświęcenia.