Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Doppler — jeden z ostatnich ocalałych z tępionego przez osadników gatunku mimików. Pełne miano brzmi Tellico Lunngrevink Letorte, w skrócie Penstock, ale przyjaciele mówią na niego Dudu. We własnej postaci przypomina kukłę ulepioną z ciasta: rozlana fizjonomia, obwisły nos, mętne żółte oczy — nic dziwnego, że we własnej postaci nie chodzi. Kopiuje za to doskonale, wraz z ubraniem (formuje je z własnej skóry), psychiką i talentami ofiary — a kopiować umie tylko to, co w ludziach dobre, bo tego, co złe, nie rozumie i dlatego nikogo nie potrafi skrzywdzić naprawdę. Przetrwanie ma we krwi: gdy ścigały go wilki, zmieniał się w wilka i biegał ze stadem. Marzy o jednym — żyć w cieple, wśród ludzi, zamiast tłuc się po uroczyskach i zimować w wykrotach.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Napadł na trakcie kupca Dainty'ego Biberveldta, ogłuszył go i przejął jego postać, konie i życie — ale, choć miał okazję, nie zabił, bo nie było go na to stać. W Novigradzie, kopiując wraz z postacią kupiecki geniusz Dainty'ego, w trzy dni rozegrał dwie wielkie spekulacje (koszenila po przewrocie w Poviss, kora mimozowa po temerskim embargu na dębinę) i zarobił na nazwisko Biberveldta małą fortunę. Zdemaskowany w karczmie „Pod Grotem Włóczni" zbiegł, a osaczony przez Geralta w namiocie-chłodni na Zachodnim Bazarze próbował najpierw walczyć jako… drugi Geralt, potem odejść jako drugi Jaskier — wygłosiwszy wiedźminowi swoją prawdę o prawie do asymilacji, którego odmawia się tylko jemu. Pojmała go ostatecznie nie klinga, lecz patelnia Vespuli, która wzięła fałszywego Jaskra za prawdziwego. Zamiast stosu czekała go jednak nagroda: Dainty przedstawił go światu jako kuzyna Dudu Biberveldta i mianował swoim faktorem w Novigradzie — bo „nieudane" zakupy dopplera (tran, wosk, olejek, miski i sznur) okazały się partią sześciuset zniczy na ołtarze Wiecznego Ognia, sprzedaną na święty cel i wolną od podatku. To on dokończył też balladę Jaskra i podpowiedział jej właściwy tytuł: nie „Zima", lecz „Wieczny Ogień".
Każdy prowadzi do streszczenia rozdziału, w którym się wydarzył.
r. 16Dudu zostaje Biberveldtem — Nad zrolowanym w kilim dopplerem pochyla się Chappelle — sam, bez eskorty — i szepcze: „Dudu, kopiuj Biberveldta, szybko". Tak wychodzi na jaw największy sekret Novigradu: groźny namiestnik do spraw bezpieczeństwa też jest dopplerem, bo prawdziwego Chappelle dwa miesiące wcześniej trafił szlag, a podmiany nikt nie zauważył. Dainty przedstawia Dudu światu jako swojego kuzyna i mianuje go faktorem w Novigradzie — tym chętniej, że „bezsensowne" zakupy stwora okazują się interesem życia: tran, wosk i olejek zabarwiony koszenilą, rozlane do sześciuset misek z zatopionym sznurem, to znicze na nowe ołtarze Wiecznego Ognia, sprzedane kapłanom po cztery korony sztuka i — jako sprzedaż na święty cel — wolne od podatku. Kompania świętuje w „Passiflorze", na koszt Biberveldtów.r. 16Napad dopplera na Biberveldta — Na nocnym postoju o dzień drogi od Novigradu kupiec Dainty Biberveldt spotyka we mgle samego siebie — dopplera Dudu, który ogłusza go ciosem w łeb i porzuca w gąszczu, po czym w jego postaci jedzie do miasta z jego dwunastoma końmi. Przez trzy dni stwór żyje życiem kupca tak wiernie, że nie poznają się na nim ani znajomi, ani Jaskier, ani bankier Vivaldi — a skopiowany kupiecki geniusz Biberveldta obraca skradzione pieniądze w rosnącą lawinowo fortunę. Prawdziwy Dainty dowleka się do Novigradu akurat na czas, by zdemaskować sobowtóra w karczmie „Pod Grotem Włóczni" — i by urząd wezwał go do zapłaty podatku od interesów, o których nie ma pojęcia.r. 16Pojmanie Dudu na Zachodnim Bazarze — Pościg za dopplerem przetacza się przez zatłoczony Zachodni Bazar Novigradu: Geralt Znakiem Aard kładzie namiot rzeźni i osacza Dudu w chłodni bez drugiego wyjścia. Tam stwór próbuje najpierw walczyć jako drugi wiedźmin — lustrzany młyniec przeciw lustrzanemu młyńcowi — a po przegranym pojedynku na słowa („umiesz skopiować tylko to, co w nas dobre") odchodzi w postaci Jaskra, pewien, że Geralt nie zabije go z zimną krwią. Wiedźmin rzeczywiście chowa miecz — ale dopplera i tak pojmuje przypadek: Vespula bierze fałszywego Jaskra za prawdziwego i ogłusza go ciosem patelni, a Geralt zwija tracącego postać stwora w zerwany ze straganu kilim.