Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Urzędnik miejski Novigradu, poborca podatkowy. Chudy jak kij, po którym wisi na nim purpurowa toga; na głowie nosi aksamitną czapkę w kształcie odwróconego nocnika, a w przepastnych zakamarkach togi — liczydła i zwoje pergaminów. Krótkowzroczny, piskliwy i przewrażliwiony na punkcie urzędniczej godności: byle zamieszanie ogłasza „napadem na urzędnika". W ocenie cudzych interesów jest bezstronny aż do bólu — nie jemu oceniać, jemu „aby liczyć i inkasować".
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Wkracza do alkierza „Pod Grotem Włóczni" z wezwaniem dla kupca Biberveldta — i wywołuje katastrofę, bo na nazwisko odpowiadają dwaj identyczni niziołkowie naraz, a jeden z nich (doppler Dudu) ucieka, przewracając urzędnika na progu. Udobruchany bajeczką o „kuzynie Czubku-Biberveldcie", którego rozwściecza widok purpury, przechodzi do rzeczy: w imieniu władz miejskich wzywa Dainty'ego do zapłaty tysiąca pięciuset pięćdziesięciu trzech koron i dwudziestu kopperów podatku od interesów prowadzonych w mieście — do jutra do południa, pod groźbą ciemnicy. Podatek zostaje ostatecznie zapłacony w terminie, i to bez wiedzy prawdziwego podatnika: polecenie wydał bankierowi drugi Biberveldt.