Opis ogólny — bez zdradzania fabuły.
Czarodziejka o specjalizacji uzdrowicielki — drobnej budowy, w męskim ubraniu, z płomiennorudymi włosami spiętymi opaską z wężowej skóry; wygląda na grubo młodszą, niż wskazywałby jej prawdziwy wiek. Ma dziwny, jak sama mówi, zwyczaj: gdy dostaje wieść, że jest gdzieś potrzebna, jedzie. Leczy klasycznie i magią, od wiedźminów zapłaty nie bierze — nazywa to zawodową solidarnością. Jest kobietą, która przed laty oddała nowo narodzonego syna wiedźminom — a syn, choć jej nie pamięta, zna od Vesemira jej imię.
Przeglądasz bez zakładki — widzisz pełną opublikowaną biografię.
Na wieść od celników z granicy Soddenu Visenna rusza za wozem wiozącym rannego wiedźmina, dogania go wieczorem i ledwie zszedłszy z siodła bierze się do pracy: magią zasklepia udo pogryzione do kości — powietrze trzeszczy, a jej samej krew rzuca się z nosa — i stwierdza chłodno, że pacjenta uratowało tylko tętno czterokrotnie wolniejsze od ludzkiego. Rozmowa nad posłaniem zamienia się w rzecz, której oboje nie nazywają po imieniu: Geralt rozpoznaje w uzdrowicielce matkę i mówi jej, że latami układał sobie pytanie, które kiedyś jej zada — a Visenna nie zaprzecza ani jednym słowem. Odmawia za to spojrzenia sobie w oczy w świetle dnia: niczego już nie da się cofnąć, a wzajemne krzywdzenie się nic im nie da. Usypia syna zaklęciem jak dziecko — „byłam twoim snem" — zostawiając mu na odchodne radę uzdrowicielki (halucynacje nie leczą niczego) i jedno zdanie ponad konieczność: to wcale nie Vesemir nadał mu imię. Nim odjedzie, wyleczy jeszcze smolarzowi zgniecioną rękę, nie biorąc grosza; Yurga powie potem, że nad rannym pochylała się z troską „iście, jak matka".