ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Krasnolud-bankier z Novigradu. Nosi bordowy aksamitny kubrak, z trudem dopinający się na wydatnym brzuchu, i długą, wypielęgnowaną białą brodę, tu i ówdzie poplamioną inkaustem. W jego kantorze młodzi ludzie i krasnoludy niewiadomego wieku pokrywają pergaminy rzędami cyfr, a gońcami między bankiem a giełdą są gnomy; sam bankier liczy na krasnoludzkim liczydełku: ażurowej piramidce ze złotych drutów, po których śmigają szlifowane rubiny, szmaragdy, onyksy i agaty. Zna się na rynkach jak mało kto i chętnie służy klientom wykładem o stopie zysku, kosztach składowania i solidarnym trzymaniu cen. Klientów, których lubi, poręcza „bez gwarancji", ale jego sympatia, jak sam uprzedza, kończy się około trzech tysięcy koron. Ludzcy kupcy sarkają, że „swoim" (niziołkom i krasnoludom) pomaga chętniej niż innym.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
To on, nic nie podejrzewając, finansował wszystkie transakcje dopplera podszywającego się pod Dainty'ego Biberveldta: przyjął depozyt, poręczył weksel na koszenilę, otworzył akredytywę na korę mimozową pod zastaw młyna teścia, a potem z podziwem patrzył, jak „Biberveldt" w trzy dni robi fortunę na przewrocie w Poviss i temerskim embargu na dębinę. Prawdziwemu Dainty'emu cierpliwie odtworzył całą historię, ostrzegł go, że Chappelle będzie dochodził źródła politycznych informacji, i poprowadził końcową licytację kory mimozowej, po której konto kupca urosło do prawie dwudziestu dwóch tysięcy koron. Do końca nie dowiedział się, czemu służyły dokupywane garnki ani co znaczyło tajemnicze „nalewać!", choć to przez jego kantor przeszły wszystkie meldunki zniczowego interesu Dudu.