ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Król Aen Elle, Ludu Olch, rezydujący w pałacach Tir ná Lia; na szyi nosi złoty alszband zwany w Starszej Mowie torc'h, oznakę władzy. Jest bardzo wysoki i szczupły, o długich popielatych włosach przetykanych bielą i niesamowitych, bezdennych oczach, w których mieszka niewyobrażalny smutek. Żyje tak długo, że wedle Wiedzących oglądał dymy Saovine ponad sześćset pięćdziesiąt razy, a to wiele nawet jak na jego lud. Rozmawia tak, jak żaden ludzki monarcha: wykłady o historii światów ilustruje puszczaniem baniek mydlanych, wygrywa partie szachów w kilku ruchach, poprawia rozmówcom wymowę i nie spieszy się nigdy, jakby naprawdę miał do dyspozycji wieczność.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
To jemu, najwyższemu władcy Ludu Olch, Ciri ma wedle planu Wiedzących urodzić dziecko Starszej Krwi, zdolne otworzyć Ard Gaeth, Wrota Światów. Przyjmuje dziewczynę uprzejmie i bez pośpiechu: przy bańkach mydlanych wykłada jej dzieje odejścia Aen Elle z jej świata i zamknięcia drzwi między uniwersami po Koniunkcji, szeptem stwierdza, że ma oczy Shiadhal i Lary Dorren, przy kolacji rozkłada na części jej pojęcie przeznaczenia, a przy reliefie węża Uroborosa uczy ją, że w każdej chwili kryje się wieczność i że ona sama jest zarazem początkiem i końcem. Kolejne wspólne noce kończą się jednak niczym: król bywa delikatny i cierpliwy, ale za każdym razem odchodzi bez słowa, a upokorzona dziewczyna zostaje sama. Za czwartym razem, po fisstechu, wybucha: obrzuca Ciri wyszukanymi obelgami, wykrzykuje, że przychodzi do niego wyłącznie dla ratowania samej siebie, i ciska jej zwierciadło z okrutnymi wizjami topielicy i zamarzniętego . Dumny król nigdy nie sięgnąłby po wspomagające środki, bo, jak ocenia , prędzej by umarł, niż przyznał się do niemocy. : w noc burzy Ciri zastaje go gasnącego w fotelu, z wypadającym z dłoni nefrytowym flakonikiem, który wcześniej pokazywał jej Eredin. W majakach bierze ją najpierw za Shiadhal, potem za Larę, którą przyzywa słowami „chodź do mnie, córko", a w ostatnim przebłysku przytomności nazywa ją swoim przeznaczeniem, Panią Jeziora, i powtarza słowa o czymś, co się kończy, dodając, że dobrze, iż coś się przy tym również zaczyna. Wyznaje jej na ucho, jak sekret, że boi się i strasznie nie chce umierać. Gaśnie, trzymany przez nią za rękę.