ink on the mapA general portrait, with no plot given away.
Gnom o długim, szpiczastym nosie, niezawodnie zdradzającym przynależność do starej i szlachetnej rasy gnomów. Ustępuje krasnoludom wzrostem i siłą, ale dorównuje im wytrzymałością, a zwinnością bije ich na głowę; nos służy mu za instrument zwiadowczy, bo strawę wywęszy na milę i rozpozna po zapachu, że w garnku gotuje się owsianka na mleku. Nosi kabat o niezliczonych kieszeniach i smarka z odgłosem pasterskiej trombity. Fachowo zna się na broni: gnomy szlifują i ostrzą w Mahakamie najlepsze klingi świata, tak jak niegdyś robiły swoje gwyhyry.
You’re browsing without a bookmark, so you see the full published biography.
W marszu na wschód od Dillingen Percival idzie w awangardzie kompanii Zoltana Chivaya: kluczy, szpera, znika i wraca z meldunkami, a dzieciom uciekinierek z Kernow za każdym powrotem przynosi jeżyny, orzechy albo smakowite kłącza. Przy gwincie mruga porozumiewawczo do partnerów, za co Zoltan obiecuje mu pieprznąć w oczodół. To on wypatruje sąg drewna zwiastujący sadybę na polanie i węszy z daleka gotowaną owsiankę, a podczas wykładu o sihillu gorączkuje się o nowoczesnej konstrukcji głowni i nie pozwala nazywać arcydzieła sztuką żelaza.
To Percival rozstrzyga spory nawigacyjne kompanii: objaśnia, że rzeczka w wąwozie to O, prawy dopływ Chotli, a nie A, która wpada wyżej, i po katastrofie wozu podsuwa Zoltanowi myśl o zakopaniu ładunku, bo z sepetami przy temerskim wojsku mogłyby być kłopoty. Wedle plotek Jaskra jest z zawodu szlifierzem kamieni i marzy o własnym warsztacie. Na Fen Carn wszczyna alarm, biorąc ukrytego w jamie Regisa za ghula chudego i czarnego jak poborca podatków, za to w chacie cyrulika na kolanach podziwia atanor sprzężony z alembikiem. Po kilku menzurkach mandragorowego destylatu bajdurzy o kielichu z mlecznego opalu znalezionym na szczycie góry Montsalvat i wymienionym na muła, bo muł był potrzebny do wożenia korundów i krystalicznego węgla, czyli rubinów i diamentów do świdrów, pilników i łożysk; wygaduje też, że jak ich złapią, przyszłością kompanii będzie stryczek albo Drakenborg, za co Zoltan ucisza go warknięciem.
Odnaleziony rano w krzaku czeremchy pod rogóżką do butów, Percival w obozie nad Chotlą robi za zwiadowcę od cen i wraca posępny, bo mąka kosztuje koronę za funt, a miarka owsa talara. Piegowatej dziewuszce z warkoczykami wręcza na pożegnanie szmaragd wart mały folwark, tłumacząc uczenie, że to glinokrzemian berylu. Na procesie czarownicy rozstrzyga sprawę „ugotowanego na dekokt" kota: najpierw rozczula się głośno nad pięknym zwierzęciem, którego nigdy nie widział, a potem wskazuje je żywe na wozie za plecami zgromadzonych, czym ośmiesza koronny dowód kapłana. W panice szturmu zadziera świątobliwemu szatę, by Zoltan mógł dokończyć ordalium rozpaloną podkową, po czym znika w tłumie razem z krasnoludem.
Percival gra w gwinta na cedrowym wyrębie w Angrenie, gdy zza sągów wychodzi Geralt; to jego Zoltan pyta, czy obaj widzą tę samą fatamorganę. Po pół dnia wspólnej wędrówki gnom odchodzi z kompanią krasnoludów ku Mahakamowi, przesiedzieć wojnę pod górą Carbon.
Od zaciągu na wojnę Percival wykręcił się, zasłaniając się prastarymi gnomimi prawami, jakoby religia zabraniała mu wojować, choć wszyscy wiedzieli, że cały panteon oddałby za marynowanego śledzia. Po wojnie prowadzi w Novigradzie warsztat jubilerski, którego żywą reklamą jest odkupiona od Zoltana papuga Feldmarszałek Duda, wyuczona wołać „Brrrylanty, brrrylanty". Reklama działa: gnom ma klientelę od cholery, pełne ręce roboty i nabitą kiesę.
Each one leads to the summary of the chapter where it happened.
ch. 35Spotkanie kompanii Zoltana: Na zasłanym trupami gościńcu w Brugge, przy rozbitej kolumnie kupieckiej Very Loewenhaupt, Geralt, Jaskier i Milva słyszą rzecz w pejzażu wojny niemożliwą: wesoły śpiew. Tak wita ich maszerująca od Dillingen kompania Zoltana Chivaya: pięciu krasnoludów, gnom Percival Schuttenbach, klnąca papuga Feldmarszałek Duda i gromadka przygarniętych uciekinierek z Kernow. Zoltan proponuje wspólny marsz za front: duktami do wzgórz Turlough, potem Starą Drogą ku rzece Chotli i Inie, za którą powinny stać temerskie wojska. Umowa staje i wokół wiedźmina, który przysięga, że żadnej kompanii nie chce, zaczyna się zbierać kompania.ch. 36Spotkanie na Fen Carn: Na przymusowym noclegu wśród kurhanów Fen Carn kompania rusza w pełnię księżyca na łowy na ghula, którego wypatrzył Percival, ale wiedźmiński medalion Geralta ani drgnie, a zamiast trupiego odoru w powietrzu wisi zapach szałwii i anyżu. Z jamy pod dolmenem wychodzi Emiel Regis, cyrulik z Dillingen, który na cmentarzysku spędza każde lato przy zbiorach rosnącej tu masowo mandragory. Nocna gościna w jego chatce, z krążącą menzurką mandragorowego destylatu, kończy się rozmową o wojnie i decyzją: odcięty od domu cyrulik rusza dalej razem z kompanią Zoltana Chivaya. Wokół wiedźmina, który kompanii mieć nie chciał, robi się coraz tłoczniej.ch. 37Rozbicie obozu nad Chotlą: Krzyk „Nilfgaard!" zamienia obóz zbiegów nad Chotlą w pandemonium: tratujący się tłum rozdziela kompanię, porywa ze sobą Milvę i grzebie Geralta pod drabiną i workami mąki, a kopnięcie końskiego kopyta w głowę odbiera wiedźminowi przytomność. Przez obóz przetacza się starcie temerskiego kontruderzenia z nilfgaardzkim podjazdem: gdy Geralt się ocyka, obozowisko jest dymiącą ruiną, konni strzelcy z liliami Temerii spędzają ocalałych i obdzierają poległych w czarnych płaszczach, a po Zoltanie, Percivalu, Regisie i Milvie nie ma śladu. Ból tratowanego wiedźmina, zmiażdżoną głowę i kolano, czuje przez sen Ciri w jaskini daleko na południu.ch. 37Sąd boży nad Chotlą: W obozie zbiegów nad Chotlą wędrowny kapłan urządza proces upośledzonej dziewczyny, oskarżonej o zmowę z wampirem, i po kompromitacji „dowodu" z ugotowanego kota (którego Percival wskazuje żywego na wozie) ogłasza sąd boży: kto wyjmie z ogniska rozpaloną do białości podkowę i nie zdradzi śladu oparzeń, dowiedzie niewinności oskarżonej. Na obrońców zgłaszają się Geralt, Zoltan i Milva, lecz ubiega ich Emiel Regis: cyrulik spokojnie wyjmuje podkowę gołą ręką, odnosi ją kapłanowi i pokazuje tłumowi zdrową, nietkniętą ogniem dłoń. Wyrok jest jednoznaczny, dziewczyna i jej obrońcy są niewinni, a wyjącemu o diabelskiej sztuczce kapłanowi Regis przypomina chłodno, że podważanie wyniku ordaliów to podobno herezja.