The full description of the event.
W wilię Saovine do karczmy na rozstajach za wysiółkiem Dun Dâre wchodzi szczupła postać w kubraku z piżmaczych skórek. Kwaterująca tam od dwóch tygodni czwórka z hanzy Skellena, Cyprian Fripp Młodszy, Dede Vargas, Rispat La Pointe i Yuz Jannowitz, zostawiona we wsi jako zasadzka na ściganą dziewczynę, ma już na sumieniu sołtysa i chłopa, którzy stanęli w obronie miejscowych dziewek, a tego wieczoru planuje napaść na zagrodę kowala. Na okrzyk „mamy cię, Falka" przybyła odpowiada, że się ich spodziewała, odsłania oszpeconą twarz z oczami umalowanymi sadzą i przedstawia się: nie jestem Falką, jestem Ciri z Kaer Morhen, jestem wiedźminką, przyszłam tu, by zabijać. W kilkadziesiąt uderzeń serca kładzie całą czwórkę, przechodząc przez ich zastawy jak szary dym. Przerażonemu karczmarzowi mówi, że zabija potwory, i w jej własnym głosie pojawia się przy tych słowach zdziwienie i wahanie. Stary dziad, który przeżył rzeź pod stołem, poznaje w niej wiedźmę z własnej opowieści wigilijnej: tę, która jedzie nocą na karej klaczy, a kto ją spotka, nie odejmie się śmierci. Masz rację, odpowiada dziewczyna. Wieść o tej nocy sprawi, że z nadnaturalnych okoliczności ucieczki z Goworożca nie będzie się już śmiał nikt z hanzy.
Full context: summary of chapter 50 →
What led to this event and what came of it. Effects are shown up to your bookmark.
W wilię Saovine do karczmy na rozstajach za wysiółkiem Dun Dâre wchodzi szczupła postać w kubraku z piżmaczych skórek. Kwaterująca tam od dwóch tygodni czwórka z hanzy Skellena, Cyprian Fripp Młodszy, Dede Vargas, Rispat La Pointe i Yuz Jannowitz, zostawiona we wsi jako zasadzka na ściganą dziewczynę, ma już na sumieniu sołtysa i chłopa, którzy stanęli w obronie miejscowych dziewek, a tego wieczoru planuje napaść na zagrodę kowala. Na okrzyk „mamy cię, Falka" przybyła odpowiada, że się ich spodziewała, odsłania oszpeconą twarz z oczami umalowanymi sadzą i przedstawia się: nie jestem Falką, jestem Ciri z Kaer Morhen, jestem wiedźminką, przyszłam tu, by zabijać. W kilkadziesiąt uderzeń serca kładzie całą czwórkę, przechodząc przez ich zastawy jak szary dym. Przerażonemu karczmarzowi mówi, że zabija potwory, i w jej własnym głosie pojawia się przy tych słowach zdziwienie i wahanie. Stary dziad, który przeżył rzeź pod stołem, poznaje w niej wiedźmę z własnej opowieści wigilijnej: tę, która jedzie nocą na karej klaczy, a kto ją spotka, nie odejmie się śmierci. Masz rację, odpowiada dziewczyna. Wieść o tej nocy sprawi, że z nadnaturalnych okoliczności ucieczki z Goworożca nie będzie się już śmiał nikt z hanzy.
W dzień jesiennej Równonocy los zbiera we wsi Goworożec wszystkich, którzy ścigają Ciri: Bonhart przywozi ją na łańcuchu do Skellena, przy stole siedzi pojmany chwilę wcześniej Rience, a z jego srebrnego ksenoglozu przemawia sam Vilgefortz. Podczas targu o dziewczynę na jaw wychodzi wszystko naraz: Skellen morduje na zlecenie spiskujących przeciw Emhyrowi książąt, Vilgefortzowi potrzebne jest tylko łożysko Ciri, a Bonhart sprzedaje ją za dwa tysiące florenów z prawem przyglądania się. O losie dziewczyny przesądza jednak ktoś inny. Czujna Kenna Selborne próbuje wejść w jej myśli, a odepchnięta z krwotokiem, sama wpycha jej do ręki broń: Ciri odzyskuje Siłę, której wyrzekła się na pustyni Korath. Psionicznym uderzeniem powala wartowników, Neratin Ceka, agent Vattiera, przecina jej więzy i ceną życia zatrzymuje Bonharta, a Kelpie przesadza siedmiostopowy kołowrót jak czarna jedwabna wstęga. W zamieszaniu giną czworo: Ceka rozpłatany przez Bonharta, Kabernik Turent od miecza Ciri, Chloe Stitz od bełtu Jediaha Mekessera, który nie pozwolił jej strzelić do dziewczyny, i sam Mekesser od oriona Skellena. Drugi orion, rzucony za uciekającą, rozcina jej twarz: to rana, z którą kilka dni później znajdzie ją pustelnik na Pereplucie. Pościg gubi trop w nienaturalnej nawałnicy, wśród opowieści o rosnącym do rozmiarów smoka słomianym jednorożcu, o zacierającej ślady kawalkadzie widm na końskich szkieletach i o wyciu beann'shie.
Po blisko trzech tygodniach pościgu od Dun Dâre myśliwi dopadają zdobycz na zamarzniętym jeziorze Tarn Mira i dopiero na lodzie pojmują, kto tu na kogo polował. Ślady stóp Ciri, idącej rzekomo pieszo środkiem jeziora, urywają się nagle: dziewczyna założyła łyżwy i we mgle zawraca ku rozciągniętej w ławę pogoni. W przelotach ginie Stigward i dwaj gemmerscy żołnierze, Ola Harsheim pada podcięty pod kolano, a rzucony w łyżwiarkę orion Skellena grzęźnie w twarzy właśnie jego. Zaklęcie Rience'a, zamiast przegrodzić jej drogę, rozrywa taflę wzdłuż: w czarnej wodzie lądują niemal wszyscy, a Ciri przefruwa nad szczeliną i dogania uciekającego Berta Brigdena. Wiszącemu u krawędzi kry Rience'owi, który kupczy wiedzą o miejscu przetrzymywania Yennefer, przypomina obietnicę nauczenia jej bólu „tymi palcami", po czym przejeżdża łyżwą wzdłuż krawędzi: na lodzie zostaje osiem palców, a czarodziej tonie razem ze swoim ksenoglozem. Z dziesięciu ludzi, którzy weszli na lód, wychodzą z niego żywi tylko Skellen, Boreas Mun i Dacre Silifant; Bonhart, który pułapkę przewidział i zawrócił po konia, gna już brzegiem, by odciąć dziewczynie drogę do północnego krańca jeziora.
Na północnym krańcu Tarn Mira legenda z „Peregrynacji" Backhuysena zdaje się umierać: zamiast Wieży Jaskółki na Ciri czeka tylko ośnieżony pagórek i kupa kamieni, a po lodzie pędzi ku niej triumfujący Bonhart. Wtedy między łowcą a brzegiem staje dęba śnieżnobiały jednorożec, a z kłębiącej się mgły wyłania się demoniczna kawalkada kościotrupich jeźdźców z koronowanym widmem na czele, dudniąca w głowie Bonharta jednym rozkazem: precz, śmiertelniku, ona nie jest twoja, ona jest nasza. Spłoszony gniadosz łamie lód i topi się, a wygrzebujący się z przerębla łowca patrzy, jak w trupiej jasności zorzy nad usypiskiem wyrasta z nicości czarna bazaltowa wieża, do której dziewczyna, nie spiesząc się, wjeżdża na Kelpie i znika razem z nią. Wewnątrz, w otchłani niemieszczącej się w smukłym obelisku, przed Ciri otwierają się drzwi wytyczające nieskończenie wiele kierunków, pełne wizji bliskich i dalekich, a pośmiertny głos Vysogoty wyjaśnia jej to, czego nie zdążył za życia: Starsza Krew daje jej władzę nad czasem, przestrzenią, wymiarami i sferami. Ostatnie drzwi otwierają się na wiosnę, kwitnącą czeremchę i jednorożce u wodopoju: na inny świat, w którym na przybyłą czeka grający na fletni jasnowłosy elf z pytaniem, co ją zatrzymało tak długo.
W świecie za Wieżą Jaskółki Avallac'h wykłada Ciri, za co naprawdę czekano na nią tak długo: Aen Elle, Lud Olch, chcą jej dziecka. Dziewczyna, jako dziedziczka krwi Lary Dorren, ma urodzić potomka o zdolnościach tysiąckrotnie silniejszych niż jej własne, zdolnego otworzyć Ard Gaeth, Wrota Światów, a ojcem ma zostać Auberon Muircetach, Król Olch. Elf uzasadnia żądanie długiem, bo Cregennan zabrał niegdyś elfom dziecko, oraz ratunkiem dla ginącego świata Ciri, któremu wróżba Itliny zapowiada Białe Zimno. Kategoryczną odmowę łamie szantaż: uciec się nie da, więc bez współpracy dziewczyna zostanie wśród Olch na zawsze, a za zgodę elfy obiecują zwrócić jej stracony czas, który płynie tu inaczej niż w domu.
W noc nadciągającej burzy Ciri, zamiast od razu uciekać, idzie jeszcze raz do królewskich komnat Tir ná Lia, by opóźnić pogoń, i zastaje Auberona Muircetacha gasnącego w fotelu. Z dłoni króla wypada nefrytowy flakonik, ten sam, który wcześniej pokazywał jej Eredin, oferując „gwarantowany środek" na królewską niemoc. W majakach Auberon bierze dziewczynę najpierw za Shiadhal, potem za Larę, którą przyzywa jak córkę, a w ostatnim przebłysku przytomności nazywa ją swoim przeznaczeniem i wyznaje jej na ucho, że boi się i strasznie nie chce umierać. Ciri trzyma Króla Olch za rękę, póki nie zgaśnie jego oddech, i nie ociera łez. Czy Eredin podał staremu królowi truciznę rozmyślnie, tekst nie rozstrzyga; Ciri, tnąc go później mieczem, uznaje, że za tę śmierć należy mu się ból.
Wspomagana przez jednorożce Ciri wykorzystuje jedyną dziurę w barierze Geas Garadh: płynącą rzekę. Nocą, w czas burzy, spływa łodzią rzeką Easnadh przez uśpione Tir ná Lia, a na trzecim moście drogę zastępuje jej Eredin. Pojedynek na chybotliwej łodzi kończy podstęp: uprzedzony, że „nie zmieści się pod mostkiem", elf uderza potylicą o przęsło, dostaje cięcie w udo i ląduje w rzece. Za rozlewiskami czekają Kelpie i Ihuarraquax, który najpierw, z rozkazu Starszych, pokazuje dziewczynie wąwóz pełen ludzkich kości, prawdę o tym, jak Aen Elle zdobyli swój świat, a potem, gdy rusza pogoń, rozkazuje jej skoczyć. Wśród złowrogich olch, w blaskach błyskawic, Ciri wykonuje pierwszy świadomy skok między światami i ląduje pod niebem ze znajomymi konstelacjami, które jednak wciąż nie są właściwym miejscem ani właściwym czasem. Moc, której jakoby wyrzekła się na pustyni, okazuje się niezbywalna: dziewczyna zaczyna być tym, kim wedle Vysogoty i jednorożców jest z krwi, Panią Światów.
Zapowiedź Eredina, że jego jeźdźcy dościgną zbiega nawet w otchłani czasów i miejsc, spełnia się szybciej, niż Ciri mogła się obawiać. Na nadmorskim urwisku w świecie, w którym ptaki nie znają ludzi, powietrze pęka jak zlane wodą szkło i z pęknięć sypią się konni Dearg Ruadhri w płaszczach barwy pożarnej łuny, zamykając uciekinierów w półkolu obławy nad przepaścią. Ihuarraquax wskazuje dziewczynie lukę w pierścieniu i rozkazuje jej się ratować, a sam staje dęba i szarżuje na elfów z pochylonym rogiem. Ciri ucina mieczem arkan zarzucany na szyję Kelpie i wyrywa się z okrążenia, a klacz gna tak, że pogoń zajeżdża własne konie i musi poprzestać na przekleństwach. Cena ucieczki jest jednak gorzka: Ciri zostaje na archipelagu miejsc i czasów zupełnie sama, nie wiedząc nawet, co Czerwoni Jeźdźcy zrobili z jednorożcem, który ją osłonił.