Pełny opis wydarzenia.
Wiosenna ofensywa Nilfgaardu zaczyna się zacinać. Banderie najemnej Wolnej Kompanii, Adama „Adieu" Pangratta, Molli, Frontina i Abatemarco, przeważają szalę bitwy pod Mayeną i rozrywają nilfgaardzki pierścień wokół twierdzy; Julia Abatemarco, Słodka Trzpiotka, w tysiąc koni roznosi trzytysięczny zagon Czarnych i elfów, w którego awangardzie szedł były cintryjski korpus Vissegerda pod dawną chorągwią ze lwami. Wraz z klęskami grupy „Verden" Joachima de Wetta, wiązanej przez powstanie w Verden, odsiecz niweczy nilfgaardzkie szanse na szybkie powtórne zdobycie Mayeny i Mariboru, a jej echo niesie się szerzej niż wieść o jednej bitwie: pryska mit o niezwyciężonym Nilfgaardzie i do armii Nordlingów setkami napływają ochotnicy. Opłaceni kovirskim milionem kondotierzy, „psotne koty" króla Esterada, spłacają właśnie swój dług.
Pełny kontekst: streszczenie rozdziału 57 →
Co doprowadziło do tego wydarzenia i co z niego wynikło. Skutki pokazujemy do Twojej zakładki.
Dijkstra przypływa do Lan Exeter prosić o milion bizantów na konną armię dla Redanii i słyszy od Esterada Thyssena twarde nie: Kovir jest neutralny, a traktatu z Nilfgaardem nie łamie się nawet w przewidywaniu, że złamie go druga strona. Nocą jednak król, naprowadzony przez Zuleykę na mądrości proroka Lebiody z Dobrej Księgi, znajduje rozwiązanie godne najlepszego kupca. Milion pochodzi ostatecznie ze skarbca hierarchy Novigradu, w zamian za udziały w spółkach handlu zamorskiego tworzonych ze współudziałem kupców nilfgaardzkich, tak że Nilfgaard w pewnej mierze sam opłaca zbrojenia Redanii; z kovirskich więzień i zesłań wychodzą za to ponad trzy tysiące „psotnych kotów", dysydentów i zabijaków, z których wyrosną słynni kondotierzy. Wysłannik króla wylegitymuje się kiedyś przed Dijkstrą ołowianym żołnierzykiem. Za kulisami sprawy stoi loża: sny, które podsunęły Esteradowi myśl o małżeństwie królewicza Tankreda z Cirillą, zsyłała królowi Sheala de Tancarville, działająca w porozumieniu z królową, i to ona melduje Filippie Eilhart, że w Kovirze wszystko załatwione pozytywnie.
Wiosenna ofensywa Nilfgaardu zaczyna się zacinać. Banderie najemnej Wolnej Kompanii, Adama „Adieu" Pangratta, Molli, Frontina i Abatemarco, przeważają szalę bitwy pod Mayeną i rozrywają nilfgaardzki pierścień wokół twierdzy; Julia Abatemarco, Słodka Trzpiotka, w tysiąc koni roznosi trzytysięczny zagon Czarnych i elfów, w którego awangardzie szedł były cintryjski korpus Vissegerda pod dawną chorągwią ze lwami. Wraz z klęskami grupy „Verden" Joachima de Wetta, wiązanej przez powstanie w Verden, odsiecz niweczy nilfgaardzkie szanse na szybkie powtórne zdobycie Mayeny i Mariboru, a jej echo niesie się szerzej niż wieść o jednej bitwie: pryska mit o niezwyciężonym Nilfgaardzie i do armii Nordlingów setkami napływają ochotnicy. Opłaceni kovirskim milionem kondotierzy, „psotne koty" króla Esterada, spłacają właśnie swój dług.
Największa i najkrwawsza bitwa tej wojny, zapowiadana od dawna batalia „może największa w historii". Marszałek Menno Coehoorn, chcąc przeciąć drogę armii idącej z odsieczą Mayenie, rozdziela Grupę Armii „Środek" i z czterdziestoma sześcioma tysiącami wyborowej jazdy wymusza starcie na błoniu pod Brenną, nad rzeczką Chotlą. Bitwę rozstrzygają kolejno: tchórzliwy patrol, który nie wykrył nadciągającej odsieczy, twardość temerskiej piechoty, o którą rozbija się dywizja „Alba", morderczy marsz okrążonego czworoboku krasnoludów Barclaya Elsa i kondotierów Julii Abatemarco ku Złotemu Stawowi, szarża odsieczy Blenheima Blenckerta z okrzykiem „Redania!" oraz wyzimscy pikinierzy wojewody Bronibora, którzy własnymi piersiami zamykają lukę przed flankowym zagonem „Nauzicai" i Daerlańczyków. Cesarstwo traci czterdzieści cztery tysiące ludzi, kwiat kawalerii i niemal wszystkich wodzów; uciekającego w cudzym płaszczu Coehoorna dosięgają nad Chotlą bełty krasnoludzkich kuszników, mszczących Caleba Strattona. Ginie też wojewoda Bronibor, hrabia de Ruyter i wiedźmin Coën, a Jarre płaci za swoje „stać jak mur" lewym przedramieniem. Marsz Cesarstwa na północ zostaje ostatecznie złamany, a mądrze wykorzystane owoce wiktorii ruszają lawinę, która odmienia losy całej wojny.
Drugiego kwietnia, na nowiu, do Cintry zjeżdżają władcy Północy i delegacja Cesarstwa, by przy okrągłym stole zakończyć wojnę. Obradom przewodniczy hierarcha Hemmelfart, Nilfgaard reprezentuje baron Shilard Fitz-Oesterlen, a wśród królów zasiada hrabia Dijkstra. Rokowania toczą się jak targ: Henselt wyje „non possumus" w sprawie zwrotu Górnego Aedirn, Demawend stawia warunki, Cesarstwo składa memoranda w sprawie Dol Blathanna, a o wszystkim, o czym „decydują" królowie, rozstrzygają wcześniej czarodziejki loży, obradujące z telekomunikatorem piętro wyżej. Ustalenia idą jak po sznurku: wojska kaedweńskie opuszczają Górne Aedirn, Francesca Findabair dostaje Dol Blathanna jako alodium za cenę zgody na reemigrację osadników i wydanie elfich „przestępców wojennych", Nilfgaard godzi się na repatriację własnych osadników z Brugge i Lyrii, bo za kulisami korporacja kupiecka Berengara Leuvaardena żąda szybkiego pokoju bez ceł i blokad, a status Cintry rozwiązuje ślub cesarza z dziewczyną noszącą imię Cirilli. Dzwony biją w całej Cintrze dziwnie żałobnie, a nowa era zaczyna się od defilad, egzekucji i rozliczeń: jednym pokój przynosi triumfy i przywileje, innym stryczek, nóż albo wygnanie.
Jednym z warunków pokoju cintryjskiego jest wydanie Nordlingom „przestępców wojennych": trzydziestu dwóch oficerów brygady „Vrihedd" i komand Scoia'tael, którzy po przejściu na cesarską służbę dotrzymali przysięgi zamiast zostać za Jarugą. Hamilcar Danza ogłasza im fakt dokonany z wysokości krużganka, pod wycelowanymi kuszami; Isengrim Faoiltiarna w milczeniu zdziera z rękawa srebrne błyskawice brygady, a zapewnienia o sprawiedliwych sądach i amnestii kwituje gromki śmiech skazanych. W porcie w Dillingen czekają już selekcjonerzy: Coinneach Dé Reo jedzie do Drakenborga, a Riordain i Angus Bri Cri, formalnie „objęci amnestią", zostają w portowej szopie zdławieni pętlami i zarżnięci nożami na rachunek rodzin swoich wojennych ofiar. Faoiltiarna nie czeka na „klauzulę dodatkową" własnego wyroku: zrzuca rozpracowaną klamrę kajdan, kładzie strażników łańcuchem i wyskakuje przez okno do basenu portowego. Woda kipi od bełtów, ale ciała nie ma.
Sprawa sukcesji Cintry, której królowie przy okrągłym stole bali się dotknąć, rozwiązuje się ponad ich głowami: Emhyr var Emreis żeni się z jasnowłosą dziewczyną z Darn Rowan, którą świat zna jako Cirillę z Cintry. Decyzja zapada podczas spaceru po pałacowym parku, przy rzeźbie pelikana rozdzierającego pierś dla piskląt: cesarz, poruszony odwagą dziewczyny, która sama nazywa siebie falsyfikatem niegodnym niczego, postanawia nie pozwolić Vattierowi zamordować „tego dziecka" i wybiera jedyne, jak uznaje, sensowne i honorowe rozwiązanie. Nie wiem, czy będę zdolny cię pokochać, mówi, obejmując płaczącą narzeczoną. Moja ty mała, biedna racjo stanu. W galerii władców Cintry, za Calanthe i Pavettą, zawisa portret szczupłej dziewczyny o smutnym spojrzeniu, podpisany „Cirilla Fiona Elen Riannon, królowa Cintry i cesarzowa Nilfgaardu"; Dijkstra myśli przy nim o czarodziejkach, Esterad Thyssen o tym, że to nie ta, którą widywał w snach, a dzwony biją dziwnie żałobnie.