The full description of the event.
W zamku Montecalvo Filippa Eilhart gromadzi przy okrągłym stole osiem czarodziejek: cztery obecne osobiście i cztery w postaci teleprojekcji, w tym ryzykującą głowę Assire var Anahid z Nilfgaardu i znienawidzoną przez Sabrinę Francescę Findabair. Po Thanedd magia jest rozbita i zagrożona, a Kapituły nie ma z kogo odbudować, proponuje więc Filippa rzecz niebywałą: sekretny, apolityczny konwent złożony wyłącznie z kobiet, który weźmie w ręce ster i będzie służył wyłącznie sprawom magii, ponad królestwami, rasami i frontami trwającej wojny. Mimo kłótni i nieufności żadna z zaproszonych nie przerywa projekcji: za czternaście dni spotkają się we własnych osobach, a Assire i Francesca mają przyprowadzić kandydatki na wolne krzesła. Dwunaste krzesło Filippa owija tajemnicą: zasiąść ma na nim osoba, która jest Śmiercią albo Życiem, Destrukcją lub Odrodzeniem, Ładem lub Chaosem. Zależy, jak na to spojrzeć.
Full context: summary of chapter 34 →
What led to this event and what came of it. Effects are shown up to your bookmark.
W noc przed naradą zjazdu Filippa Eilhart z wiernymi królom czarodziejami i redańskimi zbirami Dijkstry zakuwa w kajdany z dwimerytu przekupionych przez Nilfgaard zdrajców: Vilgefortza, Terranovę, Fercarta i Francescę Findabair. Ceną nocnej akcji są pierwsze ofiary, Lydia van Bredevoort i Hen Gedymdeith. Na naradzie w Garstangu Tissaia de Vries staje po stronie oskarżonych, a wprowadzone przez Yennefer medium wieszczy wybuch wojny i śmierć króla Vizimira; wtedy arcymistrzyni znosi jednym zaklęciem blokadę Garstangu, neutralizuje dwimeryt i uwalnia spiskowców. Z podziemi wyspy wysypują się sprowadzeni zdradą Scoia'tael pod wodzą Cahira i Rience'a i zaczyna się masakra, w której ginie kilkoro czarodziejów z obu stron. Geralt, torujący sobie drogę do Ciri i Yennefer, ścina Terranovę i wycina komando elfów, po czym u stóp Tor Lara zostaje zmasakrowany żelaznym kijem Vilgefortza; na koniec Wieża Mewy, do której wbiegła Ciri, zawala się wraz ze spaczonym teleportem. Kapituła i Rada przestają istnieć, a losy Ciri i Yennefer pozostają nieznane.
W zamku Montecalvo Filippa Eilhart gromadzi przy okrągłym stole osiem czarodziejek: cztery obecne osobiście i cztery w postaci teleprojekcji, w tym ryzykującą głowę Assire var Anahid z Nilfgaardu i znienawidzoną przez Sabrinę Francescę Findabair. Po Thanedd magia jest rozbita i zagrożona, a Kapituły nie ma z kogo odbudować, proponuje więc Filippa rzecz niebywałą: sekretny, apolityczny konwent złożony wyłącznie z kobiet, który weźmie w ręce ster i będzie służył wyłącznie sprawom magii, ponad królestwami, rasami i frontami trwającej wojny. Mimo kłótni i nieufności żadna z zaproszonych nie przerywa projekcji: za czternaście dni spotkają się we własnych osobach, a Assire i Francesca mają przyprowadzić kandydatki na wolne krzesła. Dwunaste krzesło Filippa owija tajemnicą: zasiąść ma na nim osoba, która jest Śmiercią albo Życiem, Destrukcją lub Odrodzeniem, Ładem lub Chaosem. Zależy, jak na to spojrzeć.
Na drugim posiedzeniu loży w Montecalvo, pierwszym w pełnym, fizycznym składzie, Filippa Eilhart odkrywa karty: błędem czarodziejów było sadzanie na tronach wygodnych władców zamiast samej magii. Z królestwa Koviru ma wyrosnąć wielkie Królestwo Północy, imperium równoważące potęgę Nilfgaardu, a na jego tronie loża posadzi czarodziejkę, żeniąc ją z następcą kovirskiego tronu. Kandydatka, która zajmie dwunaste, puste krzesło przy stole, spełnia warunki niemożliwe do pogodzenia u nikogo innego: jest młodziutką panną z królewskiego rodu o niebywałych zdolnościach magicznych i wieszczych, nosicielką Starszej Krwi. Cirilla, córka Pavetty, wnuczka Calanthe: Lodowy Płomień Północy, Niszczycielka i Odnowicielka. Ciri z Cintry, Królowa Północy, z której krwi narodzi się Królowa Świata. Plan podpiera opowieść Franceski o Larze Dorren i stuletnim eksperymencie z genem Starszej Krwi oraz rewelacja Assire var Anahid, że dziewczyna przetrzymywana w Darn Rowan nie jest Ciri, więc cesarz nie ma w ręku niczego.
W przerwie obrad loży pilnowaną przez wszystkich Yennefer odnajduje przy bufecie z ostrygami Fringilla Vigo. Rozmowa dwóch zdeklarowanych nieprzyjaciółek brzmi jak wymiana banałów, a jest instrukcją: blokady Montecalvo nie złamią komponenty teleportacyjne, lepszy jest niepozorny, żywiołowy przyciągacz, choć teleportacja na zaimprowizowany przyciągacz bywa zabójcza i „przyjaciółce" Nilfgaardka by ją odradzała. Na koniec Fringilla wylewa na blat odrobinę morskiej wody ze skorupki ostrygi. Chwilę później Yennefer znika: łamie blokadę zamku i teleportuje się za daleko, by którakolwiek z czarodziejek mogła ją zawrócić. Triss i Margarita uspokajają wzburzoną lożę, że uciekinierka nie zdradzi, bo nie po to uciekła: chce ratować Ciri. Dokąd trafiła, wie tylko ten, kto wie, z którego wybrzeża pochodzą ostrygi.
Opowieść, którą Triss Merigold słyszy w tawernie w Bremervoord, rozstrzyga, dokąd zaprowadził Yennefer teleport z Montecalvo. Dziewiętnastego sierpnia, na sundzie między An Skellig a Spikeroog, czarodziejka spadła z nieba prosto w łososiowe sieci barkasu z Wysp Skellige. Osiem rybaczek wytaszczyło ją na pokład; gdy jedna sięgnęła po gaf, z sieci sino błysnęło, ale uwięziona ostatecznie poddała się dobrowolnie, obiecała nie rzucać uroków i nazwała swoje imię. Zawieziono ją na Ard Skellig, do Kaer Trolde, do jarla Cracha an Craite, który przyjął ją zrazu surowo, potem zaś traktował uprzejmie i grzecznie. Opowieść ma jednak ponury finał: wedle rybaczki czarodziejka „zabiła się własnymi czarami, sztuki magiczne wyczyniając", ostatniego dnia sierpnia, tuż przed nowiem. Ale to, jak zastrzega opowiadająca, jest już zupełnie inna historia.
Trop czerwonego błota z rudokopów wokół Belhaven prowadzi Geralta, Cahira i Angoulême do kopalni „Rialto". Po drodze trójka wycina piątkę haraczników Słowika z Novosadem i Yirrelem na czele, a mistyfikacja Angoulême, jakoby to oni zabili wiedźmina i należała im się druga rata za kontrakt, wywabia z magazynu samego zleceniodawcę. Półelf Schirrú przyjmuje jako dowód wiedźmiński medalion, po czym odsłania karty: rozpoznał Geralta od pierwszego rzutu oka, bo dokładnie mu go opisano, a przysłano go, by z wiedźminem skończył. Z nożem na gardle Angoulême doczekuje przybycia wspólników: skorumpowanego kapitana nilfgaardzkiej kawalerii, który w trybie doraźnym skazuje trójkę na śmierć, i Słowika, cesarskiego już „dowódcy kompanii ochrony górnictwa", który dla zbiegłej z jego hanzy dziewczyny każe ciosać pal. Schirrú zdąża jeszcze pochwalić się, że to on z rozkazu mistrza Vilgefortza zamordował w Dorian Codringhera i Fenna, i obiecuje Geraltowi śmierć w smole, gdy na kopalnię spadają bomby zapalające i strzały partyzantów z Wolnych Stoków. W ognistym pandemonium ginie kapitan, Angoulême rozwala Słowikowi policzek niemal do zębów, a trójka wyrywa się z okrążenia. Cenę ucieczki płaci Cahir, oskalpowany rzuconym toporkiem, oraz Geralt, którego medalion z głową wilka zostaje w kieszeni Schirrú.
Dijkstra przypływa do Lan Exeter prosić o milion bizantów na konną armię dla Redanii i słyszy od Esterada Thyssena twarde nie: Kovir jest neutralny, a traktatu z Nilfgaardem nie łamie się nawet w przewidywaniu, że złamie go druga strona. Nocą jednak król, naprowadzony przez Zuleykę na mądrości proroka Lebiody z Dobrej Księgi, znajduje rozwiązanie godne najlepszego kupca. Milion pochodzi ostatecznie ze skarbca hierarchy Novigradu, w zamian za udziały w spółkach handlu zamorskiego tworzonych ze współudziałem kupców nilfgaardzkich, tak że Nilfgaard w pewnej mierze sam opłaca zbrojenia Redanii; z kovirskich więzień i zesłań wychodzą za to ponad trzy tysiące „psotnych kotów", dysydentów i zabijaków, z których wyrosną słynni kondotierzy. Wysłannik króla wylegitymuje się kiedyś przed Dijkstrą ołowianym żołnierzykiem. Za kulisami sprawy stoi loża: sny, które podsunęły Esteradowi myśl o małżeństwie królewicza Tankreda z Cirillą, zsyłała królowi Sheala de Tancarville, działająca w porozumieniu z królową, i to ona melduje Filippie Eilhart, że w Kovirze wszystko załatwione pozytywnie.
Świadoma, że jej megaskopowe rozmowy ktoś podsłuchał albo zdradził, Yennefer robi z samej siebie przynętę: dwudziestego ósmego sierpnia wypływa ze Skellige dwoma drakkarami, by sprawdzić, „czym katastrofy naturalne różnią się od nienaturalnych" na Głębi Sedny, tej samej, która pochłonęła niegdyś statek Pavetty i Dunego. Na dzień przed wrześniowym nowiem czarodziejka, seneszal Guthlaf i ośmiu ochotników żeglują „Alkyone" w głąb akwenu; rwącego się na pokład Hjalmara Yennefer odsyła na „Tamarę", co ratuje mu życie. Nad „Alkyone", i tylko nad nią, niebo skłębia się w czarny lej, błyskawice oplatają kadłub jak macki meduzy, a wirujący drakkar unosi się sto łokci nad wrzące morze i znika po eksplozji, która ciska „Tamarą" wstecz. Załoga kapitana Asy Thjaziego wyławia tylko dwa ciała; Yennefer nie ma między nimi. Jarl Crach an Craite kwituje zbieżność miejsca z katastrofą sprzed piętnastu lat jednym zdaniem: to nie był przypadek. Ani wtenczas, ani teraz.
Czarny lej, który na Głębi Sedny porwał drakkar „Alkyone", nie był żadną katastrofą naturalną, lecz zaklęciem: Wsysaczem Vilgefortza, który podniósł łódź z morza razem z Yennefer. Czarodziejka budzi się na kamienistej równinie przy kryjówce maga, wśród wraków statków ginących od lat bez wieści na Głębi, i pojmuje, że Crach miał rację: ani piętnaście lat temu, ani teraz nie było w tych zaginięciach przypadku. To nie ona tropiła Vilgefortza, to on tropił ją; wpływając na Głębię, sama wpchnęła mu się w ręce. Skatowana przez Rience'a, przykuta do stalowego fotela w laboratorium, obok drugiego fotela czekającego „od dawna" na Ciri, ma posłużyć za sondę empatyczną: jedyny sposób na wyskanowanie dziewczyny chronionej aurą Starszej Krwi. Torturowana śrubowym imadłem, nie pozwala sobie wydrzeć empatycznej matrycy Ciri, pęka jednak przy Geralcie: na ekranie megaskopu Vilgefortz ogląda wiedźmina, Cahira, Jaskra i jakąś kobietę. Do „ostatecznego rozwiązania kwestii wiedźmińskiej" zgłasza się Schirrú, który zna wyskanowane okolice; Rience'a mistrz posyła do Vattiera, a potem do śledzenia Skellena i Bonharta. Yennefer trafia do lochu.
Romans, który wybucha między Geraltem a Fringillą Vigo wśród foliałów biblioteki Beauclair i trwa przez dwa zimowe miesiące, ma drugie dno. Nocą, po wyjściu od wiedźmina, czarodziejka przemierza pałac do zamaskowanej iluzją sekretnej komnaty, znanej tylko czarodziejom domu książęcego, i przez telekomunikator melduje się dziewięciu kobietom przy okrągłym stole. Filippa Eilhart pyta w imieniu loży o próby magicznego skanowania (nie było ani jednej) i o to, czy Fringilla zdoła utrzymać wiedźmina w Toussaint przynajmniej do maja. Czarodziejka, przemilczając, że Geralt dwukrotnie nazwał ją Yennefer w chwilach, w których miała prawo oczekiwać własnego imienia, odpowiada uczciwie: do maja chyba nie, ale zrobi wszystko, co w jej mocy, by zatrzymać go jak najdłużej.
Przy pożegnaniu w stajni Geralt w dowód zaufania zdradza Fringilli Vigo kryjówkę Vilgefortza, a czarodziejka triumfalnie przekazuje loży w Montecalvo nazwę: cytadela Rhys-Rhun w Nazairze, nad jeziorem Muredach. Loża postanawia uprzedzić wiedźmina, który nie zdoła tam dotrzeć przed kwietniem, i jeszcze tej nocy grupa uderzeniowa Sabriny Glevissig i Keiry Metz przeprowadza podniebny desant na zamczysko. Obserwowany na magicznym ekranie szturm kończy się kompromitacją: Rhys-Rhun to pusta, brudna ruina, w której od pięćdziesięciu lat nie było żywej duszy poza pająkami, szczurami i nietoperzami. Wiedźmin, wypytawszy wcześniej miejskiego kartografa o zamki, podał kochance fałszywy adres. Filippa każe udawać, że desant był ćwiczeniem, zrujnować zamek do końca i cenzurować przyszłe legendy, a Sheala de Tancarville pociesza upokorzoną Fringillę, że nikt nie jest doskonały i każdą z obecnych jakiś mężczyzna kiedyś oszukał, wykorzystał i wystawił na pośmiewisko.
Wiosenna ofensywa Nilfgaardu zaczyna się zacinać. Banderie najemnej Wolnej Kompanii, Adama „Adieu" Pangratta, Molli, Frontina i Abatemarco, przeważają szalę bitwy pod Mayeną i rozrywają nilfgaardzki pierścień wokół twierdzy; Julia Abatemarco, Słodka Trzpiotka, w tysiąc koni roznosi trzytysięczny zagon Czarnych i elfów, w którego awangardzie szedł były cintryjski korpus Vissegerda pod dawną chorągwią ze lwami. Wraz z klęskami grupy „Verden" Joachima de Wetta, wiązanej przez powstanie w Verden, odsiecz niweczy nilfgaardzkie szanse na szybkie powtórne zdobycie Mayeny i Mariboru, a jej echo niesie się szerzej niż wieść o jednej bitwie: pryska mit o niezwyciężonym Nilfgaardzie i do armii Nordlingów setkami napływają ochotnicy. Opłaceni kovirskim milionem kondotierzy, „psotne koty" króla Esterada, spłacają właśnie swój dług.
Największa i najkrwawsza bitwa tej wojny, zapowiadana od dawna batalia „może największa w historii". Marszałek Menno Coehoorn, chcąc przeciąć drogę armii idącej z odsieczą Mayenie, rozdziela Grupę Armii „Środek" i z czterdziestoma sześcioma tysiącami wyborowej jazdy wymusza starcie na błoniu pod Brenną, nad rzeczką Chotlą. Bitwę rozstrzygają kolejno: tchórzliwy patrol, który nie wykrył nadciągającej odsieczy, twardość temerskiej piechoty, o którą rozbija się dywizja „Alba", morderczy marsz okrążonego czworoboku krasnoludów Barclaya Elsa i kondotierów Julii Abatemarco ku Złotemu Stawowi, szarża odsieczy Blenheima Blenckerta z okrzykiem „Redania!" oraz wyzimscy pikinierzy wojewody Bronibora, którzy własnymi piersiami zamykają lukę przed flankowym zagonem „Nauzicai" i Daerlańczyków. Cesarstwo traci czterdzieści cztery tysiące ludzi, kwiat kawalerii i niemal wszystkich wodzów; uciekającego w cudzym płaszczu Coehoorna dosięgają nad Chotlą bełty krasnoludzkich kuszników, mszczących Caleba Strattona. Ginie też wojewoda Bronibor, hrabia de Ruyter i wiedźmin Coën, a Jarre płaci za swoje „stać jak mur" lewym przedramieniem. Marsz Cesarstwa na północ zostaje ostatecznie złamany, a mądrze wykorzystane owoce wiktorii ruszają lawinę, która odmienia losy całej wojny.
Drugiego kwietnia, na nowiu, do Cintry zjeżdżają władcy Północy i delegacja Cesarstwa, by przy okrągłym stole zakończyć wojnę. Obradom przewodniczy hierarcha Hemmelfart, Nilfgaard reprezentuje baron Shilard Fitz-Oesterlen, a wśród królów zasiada hrabia Dijkstra. Rokowania toczą się jak targ: Henselt wyje „non possumus" w sprawie zwrotu Górnego Aedirn, Demawend stawia warunki, Cesarstwo składa memoranda w sprawie Dol Blathanna, a o wszystkim, o czym „decydują" królowie, rozstrzygają wcześniej czarodziejki loży, obradujące z telekomunikatorem piętro wyżej. Ustalenia idą jak po sznurku: wojska kaedweńskie opuszczają Górne Aedirn, Francesca Findabair dostaje Dol Blathanna jako alodium za cenę zgody na reemigrację osadników i wydanie elfich „przestępców wojennych", Nilfgaard godzi się na repatriację własnych osadników z Brugge i Lyrii, bo za kulisami korporacja kupiecka Berengara Leuvaardena żąda szybkiego pokoju bez ceł i blokad, a status Cintry rozwiązuje ślub cesarza z dziewczyną noszącą imię Cirilli. Dzwony biją w całej Cintrze dziwnie żałobnie, a nowa era zaczyna się od defilad, egzekucji i rozliczeń: jednym pokój przynosi triumfy i przywileje, innym stryczek, nóż albo wygnanie.
Jednym z warunków pokoju cintryjskiego jest wydanie Nordlingom „przestępców wojennych": trzydziestu dwóch oficerów brygady „Vrihedd" i komand Scoia'tael, którzy po przejściu na cesarską służbę dotrzymali przysięgi zamiast zostać za Jarugą. Hamilcar Danza ogłasza im fakt dokonany z wysokości krużganka, pod wycelowanymi kuszami; Isengrim Faoiltiarna w milczeniu zdziera z rękawa srebrne błyskawice brygady, a zapewnienia o sprawiedliwych sądach i amnestii kwituje gromki śmiech skazanych. W porcie w Dillingen czekają już selekcjonerzy: Coinneach Dé Reo jedzie do Drakenborga, a Riordain i Angus Bri Cri, formalnie „objęci amnestią", zostają w portowej szopie zdławieni pętlami i zarżnięci nożami na rachunek rodzin swoich wojennych ofiar. Faoiltiarna nie czeka na „klauzulę dodatkową" własnego wyroku: zrzuca rozpracowaną klamrę kajdan, kładzie strażników łańcuchem i wyskakuje przez okno do basenu portowego. Woda kipi od bełtów, ale ciała nie ma.
Sprawa sukcesji Cintry, której królowie przy okrągłym stole bali się dotknąć, rozwiązuje się ponad ich głowami: Emhyr var Emreis żeni się z jasnowłosą dziewczyną z Darn Rowan, którą świat zna jako Cirillę z Cintry. Decyzja zapada podczas spaceru po pałacowym parku, przy rzeźbie pelikana rozdzierającego pierś dla piskląt: cesarz, poruszony odwagą dziewczyny, która sama nazywa siebie falsyfikatem niegodnym niczego, postanawia nie pozwolić Vattierowi zamordować „tego dziecka" i wybiera jedyne, jak uznaje, sensowne i honorowe rozwiązanie. Nie wiem, czy będę zdolny cię pokochać, mówi, obejmując płaczącą narzeczoną. Moja ty mała, biedna racjo stanu. W galerii władców Cintry, za Calanthe i Pavettą, zawisa portret szczupłej dziewczyny o smutnym spojrzeniu, podpisany „Cirilla Fiona Elen Riannon, królowa Cintry i cesarzowa Nilfgaardu"; Dijkstra myśli przy nim o czarodziejkach, Esterad Thyssen o tym, że to nie ta, którą widywał w snach, a dzwony biją dziwnie żałobnie.
Pierwszego czerwca, na nowiu, Ciri staje w sali kolumnowej Montecalvo przed lożą w komplecie, a Yennefer, wezwana jako winowajczyni do osądzenia, ma stać, dopóki loża nie zadecyduje o jej losie. Filippa Eilhart i Sheala de Tancarville oznajmiają dziewczynie wyznaczoną jej rolę: wyjazd do Koviru, uwiedzenie królewicza Tankreda Thyssena i dziecko, któremu przyszłość zapewni loża; z dawnej królewskiej przyszłości zostaje status faworyty, bo los wyzuł Cirillę z Cintry ze wszystkiego. Ciri wybiera jedyne, czego jej nie narzucono, nazwisko, i oświadcza, że chce się nazywać Ciri z Vengerbergu, córka Yennefer, po czym mówi „nie": musi rzecz przemyśleć, a przede wszystkim dotrzymać obietnicy spotkania z Geraltem w Rivii. W głosowaniu nad jej wyjazdem szala staje pięć do pięciu, aż ostatni głos oddaje Filippa, która wbrew własnemu sprzeciwowi wobec sentymentów wybiera przeznaczenie rozumiane jako nadzieja i oddaje głos „dziecku przeznaczenia". Yennefer i Ciri ruszają z Montecalvo w daleką drogę na umówione spotkanie.
Nad konającym po pogromie Geraltem zawodzi magia Yennefer, która wyczerpuje się do utraty przytomności, a Ciri gorzko wypomina sobie wyrzeczenie się mocy na pustyni. Znad Loc Eskalott wychodzi wtedy na ląd gęsta mgła, a z niej wyłania się Ihuarraquax, biegnący po powierzchni jeziora, jakby na niego czekano. Ciri dotyka płonącego rogu jednorożca, jej oczy rozjarzają się mlecznym żarem i ku wiedźminowi płynie z jej palców wstęga żarzącej się jasności; nikt z patrzących nie umie potem ocenić, jak długo to trwało, bo wszystko jest nierealne jak sen. Jednorożec wskazuje rogiem czekającą pod wierzbami łódź. Rannych składają w niej żywi, którym zmysły podpowiadają, że pomagają im umarli: Jaskier czuje bark Cahira i widzi warkocz Milvy oraz dłonie Angoulême, Zoltan przysiągłby, że dźwiga z nim Caleb Stratton, Yarpen widzi braci Dahlbergów, a Triss czuje perfumy Lytty Neyd i widzi żółtozielone oczy Coëna. Ciri prosi Triss o przeproszenie pań z Montecalvo, bo nie może zostać, gdy Geralt i Yennefer odchodzą; na pytanie, czy jeszcze się zobaczą, odpowiada „na pewno", i oboje z Triss wiedzą, że to kłamstwo z litości. Łódź odpływa bez plusku i niknie we mgle, pieje kogut, a nad brzegiem zostają słowa: coś się skończyło, coś się zaczyna. Geralt budzi się potem obandażowany w sadzie pod ciężkimi od jabłek gałęziami, przy nim czuwa Yennefer, która obiecuje nigdy już go nie opuścić, i żadne z nich nie wie, gdzie właściwie są. Ciri, opowiedziawszy całą historię Galahadowi nad zaczarowanym jeziorem, rusza z nim ku Kamelotowi, dłoń w dłoni, wprost w zachodzące słońce; bo nie ma takiego świata, w którym nie byłoby zajęcia dla wiedźminki.